Wspomnienia z Pragi

Maj obrodził w tym roku długimi weekendami. Tutaj w Niemczech było ich aż cztery, a więc mnóstwo okazji do wyjazdów. W takich sytuacjach żałuję, że nie jesteśmy bardziej zorganizowani, bo dość późno dotarło do nas, że przy kliku dodatkowych dniach urlopu mogliśmy pozwolić sobie na jakiś dalszy wypad. Kiedy już zdecydowaliśmy o wyjeździe, okazało się, że ceny biletów lotniczych poszły w górę (tanie linie najczęściej są tanie tylko w nazwie), a że wciąż odkładamy na naszą podróż marzeń do Japonii, w grę wchodziły tylko te miejsca, do których mogliśmy dojechać naszym autem. Wybraliśmy Pragę.

Były to moje pierwsze odwiedziny w stolicy Czech i muszę przyznać, że sama nie wiem, co mam o nich myśleć. Chyba nie podobało mi się aż tak, jak myślałam, że będzie mi się podobać, bo o Pradze słyszałam same ochy i achy. Tymczasem najciekawsze w niej było to, że w odpowiednim świetle i pod dobrym kątem bardzo przypominała mi Kraków. Niech wybaczą mi ci, których ta uwaga zabolała, ale sercem należę do Krakowa i myślę, że już tak zostanie.

W Pradze spędziliśmy trzy dni i w tym czasie udało nam się zwiedzić prawie wszystkie główne atrakcje, a więc przeszliśmy się po Moście Karola, zobaczyliśmy Starówkę ze słynnym zegarem Orloj, Zamek na Hradczanach, Złotą Uliczkę, żydowski Józefów, który tak na marginesie był dla mnie największym rozczarowaniem, bo spodziewałam się atmosfery rodem z krakowskiego Kazimierza, a w zamian dostałam rzędy sklepów z badziewnymi pamiątkami i masę turystów.

Wjechaliśmy też specjalną kolejką na wzgórze Petrin, tylko po to, żeby zaraz nią zjechać –  na szczycie rozpętała się burza z gradem i z podziwiania panoramy wyszły nici. Potem pokręciliśmy się po praskich uliczkach, podziwiając stare kamienice i był to chyba jedyny element Pragi, który naprawdę zrobił na mnie wrażenie. Nie mogłam wyjść z podziwu, że jest ich aż tyle i tak po prostu mieszkają w nich ludzie – strasznie żałowałam, że nasz hotel nie był w jednej z nich. Co więcej, było też sporo kamienic czekających na remont i już wyobraziłam sobie, jakby to było kupić sobie taką jedną i urządzić po swojemu ;).

Od strony kulinarnej Praga też mnie nie przekonała. Jako wegetariański neofita nie miałam lekko – menu większości miejsc składa się w niemal 99% z mięsa i jedynym, typowo czeskim daniem, na które mogłam sobie pozwolić był smażony ser – przy prawie 30-stopniowym upale nie jest to jednak najlepszy wybór. Bronią się za to ceny, bo porządny posiłek dla dwóch osób z piwem to koszt około  20 euro, to naprawdę niewiele biorąc pod uwagę to, że jesteśmy w stolicy. Bardzo posmakowały mi za to trdelniki, które można dostać dosłownie wszędzie. Na duży plus zasługuje też czeskie piwo – ogólnie nie jestem wielką entuzjastką piwa, ale to które tutaj spróbowałam, było jednym z lepszych, jakie do tej pory piłam.

Pomimo to, że Praga nie podbiła mojego serca, to cały wyjazd zaliczyłabym do udanych. Kto wie, może gdybym odwiedziła to miasto przed Krakowem, to miałabym dziś zupełnie inne zdanie na jego temat. Być może po prostu nie zgrałyśmy się w czasie i zwyczajnie nie zaiskrzyło. Mimo wszystko wypoczęłam i miło spędziłam czas, więc ogólnie cieszę się, że zdecydowaliśmy się na ten spontaniczny wyjazd. Nie planuję raczej powrotu do Pragi, ale fakt, że przez cały pobyt uciekałam myślami do Krakowa, dał mi do zrozumienia, że najwyższy czas go odwiedzić.

Na zakończenie kilka ujęć z Pragi:

To, co w Pradze najpiękniejsze, czyli przeurocze kamieniczki

Tę chętnie bym kupiła, ale obawiam się, że na remont by już nie wystarczyło 😉

Jak Praga, to nie może zabraknąć śladów Kafki

Jednym z miejsc, w którym przez jakiś czas mieszkał i tworzył Franz Kafka, jest dom nr 22 na Złotej Uliczce

A tu już tłumy na Moście Karola

Tutaj z kolei kończy się dieta, a zaczyna smażony syr 😉

A jak komuś znudzi się piwo, to zawsze można sięgnąć po absynt – z niego też Praga słynie

No i na koniec deser, czyli trdelnik – tutaj ze względu na pogodę – z lodami

Dodaj komentarz