W dniu naszego święta

Myślałam długo o tym, co mogłabym napisać w Dniu Kobiet, tak żeby nie zabrzmiało to jak manifest feministyczny, w którym tylko narzekałabym na los dzisiejszych kobiet, ani żeby nie był to patetyczny hymn pochwalny kobiecej doli (mimo że na taki jak najbardziej zasługujemy). Od razu zaznaczę, że nie mam nic do feministek. Właściwie to sama uważam się za jedną z nich i nie boję się do tego przyznać,  bo nie widzę nic złego w dopominaniu się o swoje prawa. Wręcz przeciwnie, dziwię się tym, którzy tego nie robią i pozwalają innym decydować o sobie.

Wracając do głównego wątku, mam wrażenie, że o kobietach nie da się mówić bez popadania w skrajności. Mamy do wyboru albo kobietę walczącą z patriarchatem, która na każdym polu chce podkreślić swoją niezależność, albo kobietę podążającą za tradycją, która realizuje się tylko poprzez wypełnianie standardowo przyjętych ról. Myślę, że ostatni rok i cała tocząca się polityczna i światopoglądowa dyskusja wokół kobiet, świetnie pokazały ten podział. Ciężko być gdzieś pomiędzy, bo wymaga się od nas jasnych deklaracji. Tak bardzo jesteśmy nastawieni na ubranie wszystko w słowa i definicje, że jakoś trudno nam zauważyć, że między białym i czarnym jest jeszcze mnóstwo innych barw.

Brak mi trochę takiego środka, w którym nasze (kobiece) decyzje nie byłyby pod ostrzałem tych dwóch sił i nie oznaczałyby z góry, że nowoczesna równa się bezduszna i egoistyczna, z kolei tradycyjna – ograniczona i uległa. To, co dziwi mnie w tym najbardziej, to fakt, że często same dajemy się wciągnąć w te podziały, zapominając o tym, że nic nie stoi na przeszkodzie temu, by połączyć ze sobą obie wizje i co więcej, połączyć je w taki sposób, w jaki my tego chcemy. Można przecież być silną i niezależną w wielu sferach życia, nie tracąc przy tym na delikatności i nie wyzbywając się jednocześnie tego, co niesie za sobą tradycja. Nie ma czegoś takiego, jak jedno właściwe rozwiązanie, dlatego tak bardzo dziwią mnie te wszystkie próby udowodnienia sobie nawzajem, że tylko jeden określony schemat życia jest właściwy. A już najbardziej przeraża mnie fakt, że próbuje się wpłynąć na nasze wybory, powołując się na biologiczne czy  historyczne uwarunkowania, podważając tym samym naszą zdolność do wybrania w zgodzie z własnymi poglądami.

Kiedy myślę o tych wszystkich kobietach, które na mnie wpłynęły i które podziwiam, to łączy je to, że świetnie radziły sobie w życiu, godząc właśnie te dwa różne światy, niezależnie od czasu i miejsca, w którym się znalazły.  Zdaję sobie sprawę, jak trudne jest to zadanie, bo każdą decyzję trzeba przepuścić przez filtr własnego ja i się tego nie wstydzić. Zdecydowanie łatwiej podpiąć się pod jakąś ideologię i działać z automatu w zgodzie z jej wytycznymi, niż mieć odwagę na wyrażenie swoich poglądów i co więcej, na skonfrontowanie ich z krytyką. Sama chciałabym wierzyć, że należę do tego zacnego grona kobiet, ale wydaje mi się, że jeszcze trochę za wcześnie by to stwierdzić.

Miało nie być patetycznie, ale tak jak napisałam na początku, po prostu się nie da. W dniu naszego święta życzę sobie i Wam drogie kobiety, żebyśmy nigdy decyzji i poglądów innych, nie przyjmowały za swoje i żebyśmy miały wystarczająco dużo odwagi, by nie wstydzić się być sobą.

Dodaj komentarz