Kochaj wystarczająco dobrze

Mam wrażenie, że w ostatnich latach dewaluacji uległo wszystko to, co można określić jako dobre. Dobre nie jest już wartością, bo przecież zawsze może być lepsze. Wmawia się nam – a może sami zaczęliśmy już w to wierzyć – że tylko najlepsze warte jest starań i poświęceń. W efekcie żyjemy wizją idealnej przyszłości, spychając tę nieszczęsną, dobrą teraźniejszość na drugi plan, bo przecież nie wypada zadowalać się w życiu byle czym. Takie podejście nie omija też związków, co zostało dość ciekawie opisane w książce „Kochaj wystarczająco dobrze” autorstwa Agnieszki Jucewicz i Grzegorza Sroczyńskiego.

Na tę pozycję natknęłam się dość przypadkowo,  czytając artykuł o podobnym tytule w jednym z wydań Gazety Wyborczej (link do artykułu tutaj). Lubię od czasu do czasu sięgnąć po książki z dziedziny psychologii, bo te nieustannie zadziwiają mnie tym, że w gruncie rzeczy jesteśmy do siebie bardzo podobni i działamy według określonych schematów, z których nie zdajemy sobie sprawy. Muszę przyznać, że podczas lektury tego artykułu od razu uderzyła mnie celność postawionych w nim tez na temat tego, czego współcześnie oczekuje się od bycia w związku i jak przekłada się to na jego trwałość i satysfakcję. Bycie razem coraz częściej jest utożsamiane z przyjemnością, tym co beztroskie i niesie radość, zapominając o tym, że życie to też smutki i trudne momenty. Do tego dochodzą media społecznościowe pełne „idealnych par”, przy których związek przeciętnego Kowalskiego wypada, delikatnie mówiąc blado, co dodatkowo skłania go do przemyśleń, czy aby na pewno jego związek jest udany.

„Coraz częściej wchodzimy w małżeństwo z nastawieniem, że ma ono dawać wolność, rozrywkę i pozwalać na nieograniczony rozwój. Ma być mi dobrze, a jeśli nie jest, no to związek przestaje mieć sens”.

Autorzy książki w cyklu wywiadów z doświadczonymi psychologami, terapeutami i seksuologami starają się pokazać życie w związku, takim, jakie ono jest, bez zbędnego koloryzowania i co najważniejsze, bez oceniania.  Mówią o tym, co naturalne i nieuniknione w dłuższych relacjach, dając tym samym prawdziwy obraz związków, który być może nie jest tak idealny i atrakcyjny, jak ten z kolorowych gazet, ale pozwala zrozumieć zmiany, które następują z czasem i są elementem życia każdego. Co więcej, pokazują, że czas nie zawsze jest tu wrogiem i tylko od naszego podejścia i zaangażowania zależy, czy wraz z upływem lat przybędzie nam satysfakcji ze związku, czy nie. Podoba mi się też to, że zarówno autorzy, jak i ich rozmówcy nie dają konkretnych rozwiązań, ale skłaniają do własnych przemyśleń. Nie raz podczas czytania łapałam się na tym, że niektóre z opisanych sytuacji przytrafiły się mnie samej. Zobaczenie je z takiej perspektywy, dało mi do myślenia, czy aby na pewno, mimo głębokiego przekonania o własnej racji, faktycznie ją miałam.

„Mit miłości romantycznej jest szkodliwy dlatego, że jest nierealny, bo konflikty są przecież nieuchronne w bliskich związkach. Nie ma jedności pragnień, ludzie są różni”.

Książkę, mimo tego, że czasem traktuje o naprawdę ważnych tematach, czyta się dość lekko i szybko. Każdy rozdział to wywiad z doświadczonym specjalistą, któremu stawiane są pytania, będące często powszechnymi stwierdzeniami na temat związków, co pozwala na obalenie niektórych z nich. Co więcej, poruszone tematy dotyczą praktycznie wszystkich etapów bycia razem, stąd może to być interesująca pozycja zarówno dla młodych par, jak i tych z dłuższym stażem.  Rozczaruje się jednak ten, kto oczekuje od niej dosłownych rozwiązań i odpowiedzi. Nacisk jest kładziony bardziej na zrozumienie pewnych mechanizmów i sytuacji, niż na ich rozwiązanie, co w moim mniemaniu jest głównym atutem książki. Myślę, że warto po nią sięgnąć zwłaszcza teraz, na kilka dni przed walentynkami, kiedy to bombardowani jesteśmy obrazkami idealnej miłości, na które składają się serduszka, kwiatki i inne duperele. Zamiast dać się wkręcić w tę całą lukrowaną otoczkę miłości, warto pozwolić sobie na kilka głębszych refleksji i docenić wspólną codzienność.

Wybrane cytaty:

„Nie jest tak, że dobry związek to jakaś pełna, stuprocentowa bliskość. Najlepiej, żeby była równowaga między wolnością a miłością, między razem a osobno, między autonomią a złączeniem się, między rozmową a milczeniem na niektóre tematy”.

 

„Jeśli szanuję człowieka, z którym żyję, to szanuję też jego prawo do tajemnicy i odrębności”.

 

„W związku dojrzałych ludzi wcale nie musi być miło. Chodzi raczej o rosnącą satysfakcję z życia, większą głębię i bogactwo wewnętrzne”.

 

„Ludzie mają szansę zbudować satysfakcjonujący związek, jeśli wiążą się w takim momencie, w którym stali się osobni, ale jednocześnie zdolni do bliskości z innymi. Bez osobności będzie zlanie, a bez bliskości – zimny kontrakt dwóch umysłów”.

 

„Nie zawsze poczucie samotności w związku jest czymś niepokojącym. Samotność jest związana z odrębnością. Zgoda na to, że mam własny umysł, własne osobne myśli, inne niż partner, to objaw zdrowia psychicznego”.

One Reply to “Kochaj wystarczająco dobrze”

  1. Bardzo ciekawe przemyślenia. Wartościowa lektura…ptrzydałaby się jako punkt kursu przedmałżeńskiego

Dodaj komentarz