Witaj świecie!

No dobrze. Po dość sentymentalnym pierwszym poście, wypadałoby przejść w końcu do konkretów i wyjaśnić powody mojej obecności tutaj. Nie będę ukrywać, że pisanie bloga było jednym z moich zeszłorocznych postanowień, do którego (co widać po dacie pierwszego wpisu) przymierzałam się bardzo długo. Głównie dlatego, że brakowało mi odwagi. Myślałam sobie, że się do tego nie nadaję, że nie umiem „tak pisać”, że jest tylu fajnych blogerów i gdzie mi tam do nich. Wciąż nie uważam, że wiele się w tej materii zmieniło, ale postanowiłam, tak po prostu, dać sobie szansę. Jak nie wyjdzie, to nie wyjdzie. Trudno.

Inną kwestią, niedającą mi spokoju było to, że być może przegapiłam ten najciekawszy okres w moim życiu, kiedy naprawdę było się czym dzielić ze światem. Miałam 19 lat, kiedy po raz pierwszy pojechałam na drugi koniec Polski, całkiem sama, żeby podjąć studia w Krakowie (a pochodzę z okolic Szczecina!). Potem były studia i praktyka we Włoszech, potem jeszcze półroczny projekt w Holandii i staż w Niemczech. Jednym słowem, dużo się działo. Teraz od kilku miesięcy jestem w jednym miejscu, w małej mieścinie na skraju Szwarzwaldu, gdzie wiodę sobie spokojny żywot i sama się sobie dziwię, że w tym wieku zamiast podbijać kolejne wielkie miasta, tak dobrze mi tu gdzie jestem.

Wracając do głównego wątku, po co mi ten blog? Chciałabym w tym miejscu dać jakąś ładną, mądrą odpowiedź, ale jej nie mam. Nie wiem, czy coś mi to da, czy przerodzi się to w większą pasję, czy też cała przygoda zakończy się na kilku wpisach. Wiem za to, że pisanie to jedna z tych czynności, która sprawia mi wiele przyjemności i daje odrobinę satysfakcji. To ostatnie w sumie cieszy mnie najbardziej, bo na tym etapie życia, w którym obecnie jestem, wciąż jednak więcej muszę, niż chcę, a pisanie wciąż mieści się w tej drugiej kategorii. Gdzieś tam w mojej głowie rodzą się myśli, których nie jestem w stanie opowiedzieć i o wiele łatwiej przychodzi mi przelać je na papier (nawet jeśli tylko ten wirtualny).

Nie chciałabym tutaj wyjść na kokietkę, która twierdzi, że pisze tylko i wyłącznie dla siebie i swojej satysfakcji. W takiej konfiguracji mogłabym poprzestać na zapiskach chowanych gdzieś w głąb szuflady. Bez ogródek powiem, że chciałabym, żeby moje teksty znalazły odbiorców. Trafiły do tych, co myślą i czują podobnie albo wręcz przeciwnie, do tych, którzy się z tym światopoglądem nie zgadzają i chętnie o tym dyskutują. Z mojej perspektywy blog to ogromne wyzwanie i mam nadzieję, że mu podołam, także pod kątem technicznym, bo nie ukrywam, że nie jestem geniuszem informatycznym i gdyby nie wsparcie mojego męża, na pierwszy wpis przyszłoby mi jeszcze długo poczekać.

Po takim wstępie nie pozostaje mi już nic innego, jak tylko zacząć tę przygodę 🙂

Dodaj komentarz